Batman Imposter

W tej wariacji na temat Batmana, człowiek nietoperz jest traktowany na równi z kryminalistami. Gotham to nie jest przyjazne miejsce dla niego. Na domiar złego, ktoś dodatkowo go dyskredytuje. W tym samym kostiumie morduje złoczyńców. Batman zawsze to robił, ale w walce. Tym razem to egzekucje. Bruce Wayne oczywiście nie ma z tym nic wspólnego, ale policja wie swoje. I trudno się z tego wykaraskać, są nagrania, kostium jest taki sam, są martwe zbiry. Policja wystawiła list gończy, pętla się zaciska.

W momencie gdy zdarzy mi się stanąć przed regałem z komiksami super bohaterskimi to zawsze jestem lekko onieśmielony. Tak, jest u mnie w bibliotece taki regał. Setki komiksów tylko z bohaterami w obcisłych kombinezonach. Z reguły mijam te półki, ale w końcu się zdecydowałem. Niestety nie było mojego pana z biblioteki od komiksów, więc musiałem sam podjąć decyzję. Trafiłem wspaniale.

Batman ImposterBatman Imposter, czyli Batman pełen smutku.

Jestem z tych czytelników którzy, jeżeli już zdecydują się na komiks tego rodzaju, to chcą żeby było poważnie, najlepiej smutno. Ma być brud, bohater ma cierpieć. Ten Batman taki jest. Żadnych nadnaturalnych wątków od postaci z drugiego planu, zero supermocy zza kadru, czysty kryminał i sensacja. I ten smutek.

Opublikowany po raz pierwszy w październiku 2021 roku mógł być wówczas idealnym wstępem (nastrojowo) do filmu Batman Matta Reevesa, który miał swoją premierę w marcu 2022 roku. To bardzo podobny klimat, poziom dramatyzmu oscyluje wokół podobnych tonacji.

Wydanego pod szyldem DC Black Label Impostera czytałem jak realistyczną powieść sensacyjną. Tak były przedstawione postaci, tak też zostało zaprezentowane miasto. W Gotham zawsze było niebezpiecznie, to przecież miasto zbrodni w którym Batman próbował zaprowadzić porządek. Ale tym razem jest dodatkowo bardzo depresyjnie, na ulicach jakby zabrakło już nadziei.

Brudny, chropawy, oryginalny styl graficzny potrzebny dla tego scenariusza.

To jest przede wszystkim album doskonale narysowany, bardzo w stylu którego oczekiwałem od takiej historii. Ilustratorka Andrea Sorrentino używa techniki, która przypomina mi nieco obróbkę fotografii. To jakby sprowadzone do dwóch kolorów zdjęcie z mocno wybijającym się cieniowaniem. Przez to komiks wizualnie przechodzi na wyjątkowo mroczną stronę, a sam Bruce Wayne przypomina mi nieco młodego Roberta Smitha (z fizjonomii, nie z fryzury). No i sam stylistyka pasuje nieco do melodii The Cure, te mogłyby wybrzmiewać w tle. Czy jest to więc jakieś graficzne emo? Nic z tych rzeczy, Sorrentino po prostu dba o to, by ta historia była odpowiednio graficznie spreparowana pod kryminalny wątek utkany przez amerykańskiego scenarzystę, Mattsona Tomlina

Tomlin pisze sprawnie, opiera założenia na motywach znanych z gatunkowego neo-noir. Bohater jest na krawędzi niczym ranne zwierzę (dosłownie) zapędzone w kozi róg. Wciąż niebezpieczny, wciąż go stać na kilka ciosów. Taki jest Batman Imposter, pisany z werwą, z polotem.

To, z czym miałem problem to sam format komiksu. Sorrentino wypełniła każdą stronę wieloma szczegółami, niekiedy kadry są bardzo malutkie, a że jest tu kilka patentów które zajmują raptem centymetr lub dwa, ciężko je w pełni docenić. Jest chociażby ten motyw, w czasie walki, gdy Batman łamie jakieś kończyny i te szczegóły są kadrowane osobno. Widziałem ten motyw w kinie, sprawdza to się lepiej na wielkim ekranie. Tutaj gra to na tym patencie, że efekt jest rysowany na osobnym kadrze, czarno białej miniaturze. Cóż, bardzo małej miniaturze.

Jako samodzielny album kompletnie mnie wciągnął i oceniam go bardzo dobrze. Jest bardzo filmowy, tła są chropawe, kolory uderzają czasem w taki grunge’owy schemat. To jest ten przykład, gdy komiks mógłby służyć za doskonały materiał na film. Widziałem te sekwencje w trakcie czytania. Świetna przygoda.

Patryk Karwowski
Rysunki: Andrea Sorrentino
Scenariusz: Mattson Tomlin
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Ilość stron: 168
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Egmont
Format: 170 x 260 mm