W drodze

O tym, że oddychanie światem jest czymś wspaniałym. Oddychać, jak to łatwo napisać. Ale oddychać tak, żeby zaciągnąć się ludźmi, ich historią, pasjami, czyimś domem, rodziną, dalszymi krewnymi, to już sztuka. Oddychać miastami, uliczkami, knajpami. W końcu oddychać rozmowami, każdym słowem, sylabą. Na końcu jeszcze jeden krótki oddech, którym łapiesz spojrzenie osoby siedzącej obok ciebie na ławce, w pociągu, na drodze. Tym jest powieść Jacka Kerouaca. To historia podróży i podręcznik. Tak, to jest podręcznik o tym, jak wyjść z domu i chodzić z kilkoma dolarami w kieszeni, kupić sobie coca-colę w nowym miejscu, usiąść i patrzeć. Zachłysnąć się światem i wolnością.

W drodzeO wolności, ale i o uciekaniu.

O powieści Kerouaca wspomina się w kontekście manifestu beatników. Nonkonformiści, indywidualiści, awangarda kulturowa. Kerouac w swojej podróży, bo W drodze jest zapisem takiej, spotykał na swojej drodze wielu przedstawicieli z tego ruchu (sam go reprezentował). Wspaniały epizod z Williamem S. Burroughsem, poetą Allenem Ginsbergiem i wieloma innymi. Żaden nie będzie tu przedstawiony z prawdziwego imienia i nazwiska, ale informacje o bohaterach są jawne. Łatwo odszukać, kogo Kerouac „ukrył” pod zmyślonymi personaliami. Te spotkania są ważne, inspirujące, ale nie najważniejsze w lekturze.

Istotą jest ta droga i potrzeba gnania do przodu. Bohaterowie nie mają stałego adresu, mają w nosie dobra materialne, nie przywiązują przesadnie wagi do wyglądu zewnętrznego. Liczy się kontakt z drugim człowiekiem, heca, figle, używki, seks. Kerouac z kumplami byli w stanie zachwycać się mężczyznami grającymi w bilard gdzieś na meksykańskim zadupiu. Przepraszam, ale dosłownie tak było. Tutaj liczył się zawsze żywy kontakt z nieznajomym, albo starym, dawno nie widzianym znajomym. I rozmowy. Całonocne opowiadanie o swoim życiu, planach (które rzadko kiedy się udawały) i cyk, za kółko, w nowym samochodzie, ze wschodu na zachód, z miasta do miasta, tysiące kilometrów na raz, bez zatrzymywania się.

Żyj tak, żeby nie myśleć o jutrzejszym dniu.

Dziwne uczucie towarzyszyło mi w trakcie czytania tej książki. Trochę zazdrość, trochę niepokój o nich, a trochę jednak refleksja nad ich sposobem życia. Czy to były idee związane z wolnością, czy jednak ucieczka przed czymś? Jest jasne, że Jack Kerouac (jako Sal Paradise) bał się stanąć w jednym miejscu na dłużej. Te chwile wytchnienia były dla niego i jego przyjaciół nieznośne. Tygodnie u kogoś w Nowym Jorku doprowadzały do tego, że ich kontury znikały, twarze się rozmazywały. Ostrości nabierali dopiero w podróży. O tym też jest książka.

A ta moja zazdrość? Jestem dzisiaj spętany wieloma sznurami z moich życiem. Nie wyobrażam sobie porzucenia, odcięcia, wymiksowania się z każdego jednego zobowiązania. Nie wiem jak to zrobić, nie wiem czy chciałbym to zrobić. Czy mógłbym zostać postawiony po przecinku w monologu Rentona z Trainspotting? Pewnie tak.

Wybrać pracę. Wybrać karierę. Wybrać rodzinę. Wybrać zajebisty wielki telewizor… pralkę, samochód, kompakt i elektryczny otwieracz do puszek. Wybrać zdrowie, niski cholesterol, opiekę dentystyczną. Wybrać stały kredyt hipoteczny…. A powieść Jacka Kerouaca polecam. Jest ważna.

Patryk Karwowski
Autor: Jack Kerouac
Tłumaczenie: Anna Kołyszko
Ilość stron: 448
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Replika
Format: 145 x 205 mm