Nie da się uciec od porównań Nie otwieraj oczu z zeszłorocznym tytułem Ciche miejsce. W filmie Krasinskiego trzeba było być cicho, tutaj, u Susanne Bier, nie można patrzeć. W obu przypadkach konsekwencje złamania tych prostych skądinąd zasad przychodzą automatycznie. W Cichym miejscu pojawiała się horda obcych i rozrywała delikwenta, w Nie otwieraj oczu bohater patrząc popada w obłęd i doprowadza się do samozniszczenia. Niestety, postapokalipsa u duńskiej reżyserki jest pełna luk, więc i bohaterowie z nich korzystają. Nie można patrzeć, ale tylko na otwartej przestrzeni, bo w pomieszczeniach zamkniętych, domach, centrach handlowych już tak…
Zaczyna się bardzo przekonująco. Kobieta wyjaśnia dwójce dzieci w twardy, bezwzględny sposób co się zaraz stanie. Muszą wyjść „na zewnątrz”. Wyjaśnia kwestie bezpieczeństwa i w dobitny sposób instruuje maluchy, że najważniejsze jest to, by nie ściągały opaski z oczu. „Bo umrzecie” – mówi Malorie (Sandra Bullock). Zaraz będą musieli dotrzeć do łodzi i pokonać kilkadziesiąt kilometrów w dół rwącą rzeką, cały czas z zasłoniętymi oczyma, a to i tak nie koniec podróży. Niemożliwe. Niemożliwe to słowo, które niestety huczy w głowie podczas oglądania filmu najczęściej. Zamienia się to niekiedy w irytację, nawet w chęć przerwania seansu. Już dawno nie byłem tak zmęczony pomysłem na ekranową historię. Z drugiej strony nie mogę narzekać na brak emocji, bo te owszem są. Nawet jeżeli dostarczane głównie przez szantaż emocjonalny (bezbronne dzieci w konfrontacji ze złem), to niejednokrotnie łapałem się na tym, że przejmowałem się i byłem zaniepokojony losem bohaterów.
Czas trwania: 124 min
Gatunek: thriller, postapo
Reżyseria: Susanne Bier
Scenariusz: Eric Heisserer, Josh Malerman (powieść)
Obsada: Sandra Bullock, Trevante Rhodes, John Malkovich, Sarah Paulson, Jacki Weaver, Lil Rel Howery
Zdjęcia: Salvatore Totino
Muzyka: Trent Reznor, Atticus Ross