Kitano nie przepadał za tą postacią. Parodiował ją w czasach, gdy występował jako komik w telewizji. Kiedy dostał propozycję wyreżyserowania historii szermierza długo się wahał, jednak gdy już powziął tę decyzję, chciał podejść do tematu trochę inaczej. Nigdy również nie ukrywał, że wychował się na serialu z Shintaro Katso. Zdawał sobie jednocześnie sprawę, że obecnie nawet jeżeli czarno biały Zatoichi jest rzeczą kultową (w Japonii), to wśród młodego japońskiego pokolenia jest po prostu znany słabo. Jego Zatoichi to wciąż kino samurajskie najlepszego sortu i jako takie powinno być przede wszystkim odczytywane.

I ten piękny finał. Coś na wzór każdego finału z przygód gallów René Goscinny’ego – jak uczta po wygranej bitwie, w tym przypadku zabawa i taniec, prawie musical.
Fantastycznie zagrany, zmontowany, z charakterystycznymi dla stylu Kitano cięciami (efekt końcowy, bez wyjściowej sytuacji). Napięcie w końcowym pojedynku i tragiczna historia doskonałego szermierza wrzuconego na arenę z legendą. Czy legendę można pokonać? Bałem się, że tak i bałem się, że nie. W ogóle bałem się o finał, a to chyba najlepsza rekomendacja.
Seans do wielokrotnego powtórzenia. Dla jednej sceny, czasem dla dłuższego fragmentu. Polecam.
Film obejrzałem w ramach wyzwania „Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Takeshiego Kitano”.
Czas trwania: 116 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Takeshi Kitano
Scenariusz: Takeshi Kitano, Kan Shimozawa
Obsada: Takeshi Kitano, Tadanobu Asano, Taka Guadalcanal, Daigorô Tachibana, Yûko Daike
Zdjęcia: Katsumi Yanagijima
Muzyka: Keiichi Suzuki