








Dom zły (2009). To był nie tylko zły dom, to był przede wszystkim zły film. Zły w znaczeniu tła historii, ludzi, klimatu. Zło wychodziło z ekranu w momencie rozpoczęcia film i przez cały seans towarzyszyło widzowi w sposób namacalny. Przybijający do ziemi mrok czułem na całym ciele. Źli ludzie, złe zamiary, zło jako filary pod całą planetą. No i alkohol! Alkohol jako budulec pod tragedię. Deszczowa noc i Edward Środoń (Arkadiusz Jakubik), który pojawia się w chacie należącej do małżeństwa Dziabasów (Kinga Preis i Marian Dziędziel). Jedna zakrapiana noc. Tradycyjna polska gościna i w końcu przeskok o kilka lat w wydarzeniach. I ponownie Edward Środoń na progu chaty. Jednak nie sam. Tym razem towarzyszy mu ekipa śledcza, a sama wizyta to nic innego jak rekonstrukcja wydarzeń i kryminalne dochodzenie. Nie wszystkim jednak zależy na dojściu do prawdy. Smarzowski zbudował klimat o wadze tony i cały ten ciężar spuścił na nas kilkukrotnie w trakcie filmu. Seans kończymy z rewelacyjnym uczuciem obitego pyska. 9/10
