Nie znam osobiście Quentina, ale po tylu przeczytanych z nim wywiadach i obejrzanych filmach wyreżyserowanych przez niego, jedno wiem na pewno: z Quentina jest straszny gaduła. Gada, gada, gada. Być może kolejny film Tarantino będzie się składał tylko z dialogów? W scenach otwierających do Bękartów Wojny (2009) jest jedna z moich ulubionych linii dialogowych w historii kina. Napięcie w każdym zdaniu. Swoiste przeciąganie liny pomiędzy uczestnikami rozmowy. Savoir-vivre w trakcie tej konwersacji to jedno, ale to, że jeden rozmówca stoi na pozycji strzelca, a drugi próbuje wybrnąć jak może z kiepskiego położenia, stawia tę scenę na szczycie filmowego suspensu. Rozmów było w Bękartach… rzeczywiście tyle, ile było trzeba. Takie zamknięte jezioro ze słowami. W Nienawistnej Ósemce ktoś zrobił wyrwę w tamie ograniczającej dialogi i… rozlało się.
Co tam (po raz drugi)! Całość przecież i tak fajnie się ogląda. Historia z przegonionym przez mróz synem generała dorównuje jakością historii z zegarkiem z Pulp Fiction, czy tej o prawdziwym pochodzeniu Sycylijczyków z True Romance (1993). Jak już dochodzi do naciskania na spust, to nienawistni są zaprawdę nienawistni. Jucha leci na wszystko i wszystkich. Dostajemy esencję Tarantino, czyli wielbienie ekranowej przemocy. Nie można zapomnieć o mistrzu Morricone za batutą. Ech… Ten film brzmi przepięknie. Co ciekawe, wydaje mi się, że kompozytor podzielił cały obraz na kilka muzycznych warstw. Jest Morricone z horroru. Morricone na Dzikim Zachodzie i w końcu Morricone jako maestro suspensu z kontrabasami. A sam finał lub raczej chwilę przed, to dla mnie czyste odwołanie do Evil Dead 2 (1987) w reżyserii Sama Raimiego (włącznie z muzyką).

Czas trwania: 167 min ((187 min – wersja 70 mm)
Gatunek: Western
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Obsada: Samuel L. Jackson, Kurt Russell, Jennifer Jason Leigh, Walton Goggins, Demián Bichir, Tim Roth, Michael Madsen, Bruce Dern, Channing Tatum
Zdjęcia: Robert Richardson
Muzyka: Ennio Morricone