
Osobną kwestią jest zarzut, który przeczytałem jakoby Borniche miał tyle razy na widelcu Buisssona, a ten po raz kolejny mu się wymykał. Do tego dochodzi aspekt nieco kuriozalnego finału (jeżeli chodzi o działanie stricte policyjne), bo już sam klimat i napięta sytuacja w karczmie została zrobiona na medal. Cóż… W przypadku takiej formy obrazu filmowego (próba uchwycenia archiwalnych wydarzeń) reżyser Jacques Deray z pewnością korzystał precyzyjnie zarówno z autobiografii Borniche’a, jak i z kartotek policyjnych. Zatem jeżeli jakaś akcja wygląda… „dziwnie”, bo policjanci powinni przecież zgarnąć podejrzanego wcześniej, to we Flic Story jest zapewne tak jak było naprawdę.
Po seansie pozostał mi pewien niesmak co do scen zamykających obraz. Otóż reżyser zupełnie niepotrzebnie otworzył wątek, którego nie był stanie rozwinąć i przez to wygląda jak potraktowany po macoszemu. Moim zdaniem lepiej by było w ogóle odpuścić końcowe dylematy inspektora policji względem wroga publicznego numer jeden. Przez 10 minut twórca porusza się w sferze zagadnień typu: „Jak bliski stał mi się Buisson?”, „Połączyło nas coś szczególnego w trakcie tego śledztwa”. Tę materię można było sobie podarować.

Czas trwania: 107 min
Gatunek: Kryminał
Reżyseria: Jacques Deray
Scenariusz: Roger Borniche (autobiografia), Alphonse Boudard, Jacques Deray
Obsada: Alain Delon, Jean-Louis Trintignant, Claudine Auger
Zdjęcia: Jean-Jacques Tarbès
Muzyka: Claude Bolling