
To zwykły człowiek ukryty w kostiumie potrafiącym zmniejszyć swojego właściciela do rozmiarów mrówki. To rzeczywiście coś nowego w filmowej materii, bo zamiast podnosić kolejne miasta i wysadzać w powietrze coraz to większe połacie metropolii, pozwoli nam zobaczyć zagrożenie z innej perspektywy.
Jaki jest więc Ant-Man? Człowiek mrówka, potrafiący zmniejszyć się jednym wciśnięciem guzika na rękawicy swojego stroju? Jest zabawny i taki… Przez cały film czujemy, że nie jest żadnym superbohaterem, tylko gościem z paroma umiejętnościami i kombinezonem, który odgrywa tutaj główną rolę. Największą zaletą seansu (oprócz nieznośnie powtarzanej świeżości w cyklu filmów ze stajni Marvela) jest historia z gatunku heist-movie. Gdyby pociągnąć ten styl (o którym za chwilę) i odpuścić sobie głównego przeciwnika i kilka innych aspektów (o których również za chwilę), otrzymalibyśmy film bardzo dobry. No tak… Ale przecież to film superbohaterski, więc przeciwnik być musi.
Napiszę to inaczej… Strasznie wkręciłem się w klasyczny film o skoku na kasę przy użyciu tego kosmicznego wdzianka. Podobało mi się, że scenarzyści (lub jeden z kilku zaangażowanych do projektu) przemycili tak wiele z gatunku filmowego, o którym wspomniałem. Jest więc rozpracowywanie planu. Jest ekipa z kilkoma indywiduami (między innymi świetny Michael Peña), którym można ufać jeżeli chodzi o umiejętności, jednak trzeba brać pod uwagę ich skłonność do wpadek. Jest w końcu montaż i muzyka, która mogłaby postawić Ant-Mana obok takich filmów jak Mission Impossible, Oceans Eleven i kilku (dziesięciu) innych.

Czas trwania: 117 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Peyton Reed
Scenariusz: Edgar Wright, Joe Cornish, Adam McKay, Paul Rudd, Stan Lee (komiks), Larry Lieber (komiks), Jack Kirby (komiks)
Obsada: Paul Rudd, Michael Douglas, Evangeline Lilly, Corey Stoll, Bobby Cannavale, Michael Peña
Zdjęcia: Russell Carpenter
Muzyka: Christophe Beck