Chyba jestem za stary na takie filmy. Nie chodzi o gatunek, ale o historię, którą nam zaprezentował reżyser. Po pierwsze już to widziałem. Po drugie żaden diabeł mi nie straszny. Bardziej obawiam się pijanego nastolatka z nożem w kieszeni niżeli Beliala, Lucyfera itd. Nie wierzę. Jednak nie o wierze tu przyszliście czytać, ale o filmie. Annabella to historia małżeństwa wyczekującego dziecka. On, John (Ward Horton), lekarz starający się o staż w szpitalu. Ona, Mia (Annabelle Wallis), pani domu i kolekcjonerka lalek. Wokół lalki wszystko się kręci. Tej jednej, jedynej, pożądanej przez kolekcjonerów. Mia w końcu ją dostała…
Najpierw jest rozmowa o córce sąsiadów, która przyłączyła się do jakiejś sekty. Chwilę później nasze małżeństwo ogląda telewizyjne doniesienia o grupie, która wzoruje się na Charlesie Mansonie i nawołuje do Helter Skelter. No tak, wnioski nasuwają się same. Tak jak napisałem – zaczyna się naprawdę dobrze. Jednak to już było w zwiastunie! Para krejzoli robi „home invasion” u sąsiadów, by zaraz potem odwiedzić naszą parę. Jest groźnie, jest ostro i nawet są emocje. No dobra, z doświadczenia wiem, jaki strach o ciążę czuje małżeństwo. Szczególnie w ostatnim trymestrze, jak u Mii i Johna. Emocje są więc zawsze, gdy matka w dziewiątym miesiącu walczy z psychopatą z nożem. Jest krew, jest krzyk, jest dzielny policjant i w końcu jest kilka strzałów. Krew spływa po ciele, z którego uchodzi życie, prosto do unikatowej lalki. Tak! To krew jednego z członków satanistycznej sekty. Krew, która budzi coś do życia…. aAAAAaa ! No proszę Was…:)

Czas trwania: 98 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: John R. Leonetti
Scenariusz: Gary Dauberman
Obsada: Annabelle Wallis, Ward Horton, Tony Amendola, Alfre Woodard
Zdjęcia: James Kniest
Muzyka: Joseph Bishara