To był dobry i przejmujący seans. Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza dał mi, widzowi, emocje, które coraz rzadziej dostaję od X muzy. Czarno-biały film science fiction zaliczany do grona najlepszych sci-fi Mariusza z Panoramy Kina. Jako że lubię poznawać te „ulubione” innych, w szczególności tak oddanych sercem kinu, szybko przystąpiłem do poszukiwań tytułu. Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza znany też pod tytułem Człowiek, który malał.
Scott (Grant Williams) razem z żoną Louise (Randy Stuart) spędzają urlop na łodzi. Upał, piwo, wieloletnie małżeństwo. Znacie ten przykład pary, która prawiąc sobie delikatne złośliwości, nie jest tak naprawdę dla siebie złośliwa. To ludzie, którzy znają się tak dobrze, iż wiedzą, że mogą sobie pozwolić na wszystko. Tak też jest z małżeństwem państwa Carey. Tu nie chodzi o rozbuchane namiętności, tu chodzi o staż.
W czasie urlopu miał miejsce incydent. Łódź leniwie dryfując wpływa w tajemniczą mgłę. Ta opatula zdziwionego Scotta. Pozostawiając na nim drobinki dziwnego brokatu znika na horyzoncie. Louise przebywająca w tym czasie na dolnym pokładzie pozostała poza jej działaniem.
Tym kadrom należy się osobny akapit. Nie cierpię na arachnofobię. Pająki mi nie przeszkadzają dopóki nie chodzą mi po twarzy. Jednak moment walki Scotta z ośmionogiem rozwaliła mnie na łopatki. Co za emocje. Nie jakiś tam dystans. Kamera pod pająkiem. Zbliżająca się szczęka w kierunku widza. Machające odnóża. Tępa, brutalna bestia chce odgryźć głowę istocie, która będzie lądowała na księżycu. Dobrze nakręcona, trzymająca w napięciu scena… Film jak najbardziej polecam.
Człowiek który się nieprawdopodobnie zmniejsza

Reżyseria: Jack Arnold
Scenariusz: Richard Matheson, Richard Alan Simmons
Obsada: Grant Williams, Randy Stuart
Zdjęcia: Ellis W. Carter
Muzyka Irving Gertz, Earl E. Lawrence, Hans J. Salter, Herman Stein