Przyznam, że na dokument o powstaniu warszawskim szedłem z czysto geekowską chęcią sprawdzenia, jak nasi specjaliści od cyfryzacji obrazu poradzili sobie z nadwyrężonym przez czas materiałem. Poradzili sobie doskonale. Mamy prawdziwych fachowców z tej dziedziny. Oczyszczony obraz, podkręcona rozdzielczość, naturalne kolory. To jest najwyższa półka edycji video. Jednak z pierwszymi minutami seansu spadała ze mnie zasłona doświadczonego, obytego kinomana. Pojawił się widz, który chłonie wszystko po raz pierwszy. Tu nawet nie chodzi o to, że po raz pierwszy widziałem dokument w kinie. Tu chodzi o to, że to jest NASZ dokument. Tu chodziło o moich dalekich krewnych, o moich sąsiadów, być może o daleką rodzinę.
Tak się właśnie czułem. Nie jestem warszawiakiem, a przez stolicę przejeżdżam tylko w drodze na Okęcie. Startuję i ląduję podziwiając rosnącą w siłę metropolię. Codzienny kontakt z panoramą miasta mam do czynienia przy okazji rzutów z jej tłem w telewizyjnych wiadomościach. To wszystko jeżeli chodzi o mój kontakt z tym miastem. Jednak mimo to czułem je całym sobą w trakcie seansu… a raczej to co z niej pozostało.
I ostatnie sceny pokazujące miasto wymarłe. Filary, kurz i dym. Wszystko rozpieprzone do ostatniej cegły. Bez wody pitnej, bez dachu nad głową, z nadzieją tlącą się jak ogień rozpalony od ostatniej zapałki. Napisy i cisza. To dziwne, bo zapewne nikt nie chciał wstać jako pierwszy, bo przecież ta cisza po ostatnim kadrze była tak ważna, jak każda minuta ciszy. W końcu światła zaprosiły do wyjścia. I przeniosłem się z powrotem z ponurych zgliszczy w światła multipleksu. Przeniosłem się z milczących murów w zgiełk miasta. I ruszyłem ruchomymi schodami, światłami, ludźmi. I pojechałem nowym mostem, tak dumnie wznoszonym w spokojnym czasie. I śmignąłem 120 km/h do swojej monitorowanej strefy. I cieszyłem się, że moje dzieci mają swoje cztery ściany, podłogę i dach. I koniec końców byłem zakłopotany tym stanem rzeczy, zadając sobie pytanie czy byłbym w stanie bronić to wszystko, czy po prostu wziąłbym najbliższych, spakował paszporty i uciekł w drugą stronę…

Czas trwania: 76 min
Gatunek: Dramat, Dokument
Reżyseria: Jan Komasa (pomysł), Miriam Aleksandrowicz (reżyser dubbingu)
Scenariusz: Joanna Pawluśkiewicz, Jan Ołdakowski, Piotr Śliwowski
Muzyka: Bartosz Chajdecki