Slasher lub też pisany fonetycznie slaszer brzmi groźnie. Recenzowany Terror Train, z 1980 roku, należy właśnie do tego gatunku horroru. To debiut Roger’a Spottiswooda. Tuż po nim, reżyser wpadł w Hollywoodzki wir i z kilkoma przerwami dyryguje ze swojego krzesełka z napisem „director” do dziś. Wydał na świat parę lepszych i parę gorszych filmów. Te co widziałem zaliczają się do dobrego, rozrywkowego kina (Air America, Turner & Hooch, The 6th Day). W swojej pracy stał się na tyle sprawnym i godnym zaufania twórcą, że producenci powierzyli mu Tomorrow Never Dies, czyli kolejnego Bonda. Kręcenie przygód agenta 007 to już „coś” w reżyserskim światku.
Zadanie ma ułatwione. Pociąg to zamknięty obszar, idealny na zemstę… To kolejny mały plusik, gdyż nie mamy za dużo horrorów rozgrywających się w takiej scenerii.

Odpowiedzialnym za tą ucztę dla oczu jest John Alcott, zdobywca Oscara za film Barry Lyndon, czy trzeba dodawać coś jeszcze?

Gatunek: Horror
Reżyseria: Roger Spottiswoode
Scenariusz: T.Y. Drake, Daniel Grodnik